Pytyja spod dębów trzech
niedziela, 18 czerwca 2017
Czytając Swedenborga

„Dziennik snów 1743-1744” Emanuel Swedenborg

przełożył, przedmową i przypisami opatrzył Mariusz Kalinowski

Posłowie prof. Dr hab. Bolesław Andrzejewski

Dom Wydawniczy REBIS Poznań 1996 seria: „Spotkania z Mistrzem”

 

Emanuel Swedenborg (1688-1772), asesor Kolegium Górniczego, szwedzki uczony, wynalazca i filozof, w latach 1743-1745 zaczął przeżywać ostry „kryzys religijny”, manifestujący się przede wszystkim szeregiem snów symbolicznych, wizji o religijnym charakterze, zjawisk energetycznych w ciele, podczas których „człowiek wewnętrzny” (jak nazywał ciało astralne), oddzielał się od „człowieka zewnętrznego” (ciało fizyczne), towarzyszyły temu także przykre ataki negatywnych postaci, koszmary, straszenie i kuszenie. Doprowadziły one w konsekwencji do przemiany życia i ustanowienia nowych poglądów na świat i Boga, którym dał potem wyraz w wielu swoich dziełach. Rękopis „Dziennika snów” znaleziono w Szwecji w 1849 roku, blisko sto lat po jego napisaniu. Nigdy nie był przeznaczony do druku, miał charakter całkowicie prywatny.

Swedenborg używa do opisu procesów duchowych, którym zaczął zupełnie nagle podlegać - własnych sformułowań, możemy je teraz łatwo inaczej zaklasyfikować, aby lepiej przyswoić sobie jego doświadczenie według naszych współczesnych pojęć.

Przepływy energii, z którymi często potem łączy się albo oddzielenie się świadomości od ciała fizycznego, albo ekstatyczne stany wewnętrzne – nazywa dreszczami, lub konwulsjami. W kilku wypadkach rozdzielaniu się percepcji poszczególnych ciał towarzyszą dźwięki, huki i grzmoty, czasem gwizdy. Następują później spotkania w stanie głębokiego transu wizyjnego z bardzo wysokimi energiami oraz istotą, w której Swedenborg rozpoznaje Jezusa Chrystusa.

Każde takie spontaniczne wzniesienie świadomości kończy się prędzej, czy później próbą storpedowania jego efektów przez istotę, w której Swedenborg rozpoznaje Szatana, nazywając go najczęściej w dzienniku Kusicielem. Pojawia się on czasem w snach wizyjnych, albo kusząc do wstąpienia do jego partii, albo strasząc upadkiem w otchłań. W dzień atakuje go stanami percepcji, które Swedenborg nazywa „podwójnym myśleniem” i to chyba najlepiej opisuje ich istotę. Była to walka z własnym Cieniem, usiłującym powstrzymać dziejący się gwałtownie rozwój duchowy, ściągnąć umysł z powrotem w dół, ku ziemskim i zmysłowym sprawom. Swedenborg ratuje się wzmożoną koncentracją uwagi na Piśmie świętym i modlitwie, w końcu uczy się egzorcyzmów znakiem krzyża i przywoływaniem w wyobraźni obrazu ukrzyżowanego Jezusa podczas ataków Złego.

W snach wizyjnych pojawiają się różnorodne archetypowe symbole, począwszy od cudownego pałacu i ogrodu, królów i książąt, w których rozpoznaje „dzieci Boże” i świętych aniołów, poprzez świetliste litery, w których odczytuje najważniejsze prawdy duchowe, po wojnę z szatanem, otchłań, piekło i rolę Złego „pożerającego głowy”, czyli ludzkie świadomości.

W stanach rozdzielenia percepcji i obudzenia się w ciele astralnym rejestruje spotkania z gnębiącymi go najczęściej istotami upiornymi i duchami „różnego rodzaju”. Przyklejają się zawsze od pleców, obejmując go w pasie, często gryzą, lub ssą. W swojej bezradności wtedy zawsze z wiarą modli się do Boga i z rozwagą przyjmuje nawet tak przykre nauki na własny temat, odczytując je jako obraz własnej pychy i upadku w grzeszny świat, który go omotał.

W snach ukazują mu się także symbole zwierząt, ryczącego straszliwie niedźwiedzia (nieokiełznana chciwość mocy), koni, węża, psów i smoków.

Są także sny erotyczne, ale w tym wypadku Swedenborg okazuje się człowiekiem tak akceptującym własną seksualność, że nawet Kusiciel rzadko używa tego sposobu do straszenia go, czy dręczenia. W snach o rozkoszy, stosunkach z kobietami odnajduje na ogół wiedzę o duchowym związku duszy z Bogiem, a seksualna błogość staje się obrazem najwyższej ekstazy, możliwej do świadomej kontemplacji w głębokim transie i upojeniu duchowym.

Cały ten czas – mimo naporu wydarzeń poza-materialnych, w których tak łatwo się zgubić – Swedenborg nie traci ani na chwilę zdolności rozróżniania jawy od snu, obiektywnego przyglądania się i rejestrowania zjawisk, którym podlega, mało tego – rozumie swoje sny i wyciąga z nich logiczne, głębokie wnioski na bieżąco. Być może nie są to wszystkie możliwe do wyciągnięcia wnioski, ponieważ nie ma on takich informacji, które posiadają już współcześni ludzie Zachodu (dzięki wymianie kulturowej pomiędzy kontynentami i religiami). Wychwytuje jedynie to, co może pojąć umysł wykształcony na Biblii i chrześcijaństwie. A przecież kilkakrotnie co najmniej otrzymuje podpowiedzi kim jest w sensie duchowym (przeżycie z nadaniem mu nowego imienia, albo awans na jednego z nieśmiertelnych, także wielokrotne łatwe schodzenie po drabinie do otchłani). Logiczny umysł pracuje cały ten czas nad stworzeniem nowego, szerszego systemu światopoglądowego, w którym zmieściłoby się to, co przyjmuje jako ważne doświadczenie i wiedzę ze strony duchów, aniołów i Syna Bożego...

Stopniowo ten gwałtowny i zupełnie spontaniczny proces rozszerzania percepcji i zaglądania w inne przestrzenie duchowe doprowadził Swedenborga do zbudowania logicznego i starannie przemyślanego systemu, w którym zawarł całą manifestującą mu się parapsychicznie wiedzę. Zmieścił go w szeregu książek, które w rezultacie stały się zalążkiem i podstawą dla założonego przez jego uczniów i następców Kościoła Nowego Jeruzalem, który do dziś rozpowszechnia wizje i teorie Emanuela Swedenborga na całym świecie.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Martwe miasto

Sen:

Jechałam pociągiem i studiowałam niewielki objętościowo tekst jakiejś przetłumaczonej książeczki, napisanej przez Nostradamusa. Były w nim konkretne naprowadzenia na sposób odkodowania czasu w jego zapisach. Zwróciłam uwagę na zdanie, które brzmiało mniej więcej tak:
"Astronomowie i uczeni w dziedzinie czterech godzin kejli kejli, że chodzi o pory roku."

Dalej znalazłam rysunek przedstawiający horoskop w okręgu, podzielony na cztery części, odpowiadające porom roku. Każda ćwiartka wypełniona była zapisem liczb w kilku rządkach prowadzonych od góry do dołu, w słupkach inaczej mówiąc. Zorientowałam się, że chodzi o daty, zapamiętałam liczbę 28, którą odniosłam do 2028 roku. Niestety cyferki były bardzo malutkie, ale można je było odcyfrować pod lupą, co sobie obiecałam zrobić później. Każda ćwiartka różniła się od innej kierunkiem prowadzenia słupków, zapamiętałam jak, w tym jest tajemnica kolejności odczytu, choć nie mam pojęcia jak to ugryźć.

Kolejne dziwne zdanie brzmiało:
Sirene terreste es nonsens - w jakimś romańsko-podobnym narzeczu. Znaczy: Syrena naziemna to nonsens. Tu przypomniały mi się przepowiednie o ukazaniu się Nereidy i ryb ziemno-wodnych na plaży. Ale nic więcej nie przyszło mi do głowy.

Wysiadłam z pociągu w następnym śnie. Znalazłam się w jakimś wielkim mieście zachodniej Europy, w przyszłości. Miasto było wyludnione, nie wiem czemu. Pojawiały się z rzadka grasujące jeszcze bandy kradnące resztki żywności. Znalazłam sobie schronienie w jakimś opuszczonym, na poły podziemnym budynku. Miałam już tylko ostatni herbatnik, który lizałam, a nie jadłam, aby na dłużej starczyło. Naprzeciw stał wysoki blok, jeden z wielu w tej ludnej niegdyś dzielnicy. Opustoszały, jak wszystkie inne. Choć można było zauważyć czasem ruch w niektórych oknach. Nieliczne rodziny jeszcze trwały w blokowiskach, żywiąc się chyba zrobionymi zapasami, lub kradzieżami zasobów z opuszczonych mieszkań.
Byłam młodą dziewczyną, niedawno jacyś grasanci zgwałcili mnie na ulicy, byłam nieufna, ale rozmyślałam o sposobie ratunku z tej beznadziejnej sytuacji. Wiedziałam, że żywność można wyprodukować jedynie na wsi i trzeba mi się wydostać z miasta i dotrzeć do jakiejś wspólnoty rolniczej. Tylko jak?
Pojawili się wkrótce w "moim" budynku jacyś chłopcy. Bałam się ich, ale ujawniłam się i przedstawiłam im swój plan na przyszłość. Z miejsca zaznaczając, że nie przetrwamy, jeśli będziemy egoistycznie walczyć jedno przeciw drugiemu. Musimy się zjednoczyć i pomagać sobie wzajemnie z poświęceniem, wtedy jedynie mamy szansę przeżyć... 
Sen skończył się panoramiczną wizją wielkomiejskich blokowisk, pustych, bez ludzi, bez życia... 

sobota, 04 lutego 2006
Maska strachu


Z sesji kasjopejańskiej:
P: Czy  Jay Weidner ma rację, że jest coś bardzo, bardzo złego w południowej Francji? Czy dobrze ocenił sytuację?
O: Nie do końca. Choć ci, którzy strzegą sekretów mogą być postrzegani w taki sposób. Także chcą, aby inni tak myśleli. Makiawelli!