Pytyja spod dębów trzech
piątek, 09 czerwca 2006
Słodka krew

Monika Hauf w swojej książce podsumowuje wnioski z wielu opowieści średniowiecznych poetów o Graalu na temat tego, czym Graal mógł być. Na ogół to kielich lub misa, w które Józef z Arymatei zebrał krew Jezusa, lecz w tekście Wolframa von Eschenbacha nie jest kielichem, a kamieniem. Lapisem alchemików, jak się można domyślać. Kamień ów miał spaść z nieba, a pilnowały go anioły, które podczas buntu Lucyfera pozostały neutralne i za karę (choć do końca tego nie wiadomo) Bóg również strącił je na ziemię. Odtąd strzegą go chrześcijanie o czystych sercach.
Mówi Siostra: Sięgnę do swoich wizji. Przez lata śniłam dziwne dla mnie historie, w których w końcu wątki zaczęły się łączyć ze sobą w szczególny sposób, choć - zaznaczam - wciąż są wyrwanymi z kontekstu puzzlami czegoś, czego pojąć w pełni nie umiem. W pewnym sensie, jak teraz podejrzewam, dotyczą kwestii Graala, choć opowieść, która do mnie przychodzi jest nieco inna. Streszczę ją wam tutaj pokrótce, być może dołączając do owej licznej gromadki autorów historii o Graalu (świętym, albo i nie)...

W czasach nieokreślonych, a może na koniec wszystkich czasów, podczas przepływu Fali "spadł" na ziemię (choć była to świadoma decyzja pilotów) statek kosmiczny, napędzany energią dwojakiego rodzaju, czyli mogący podróżować także przez niższe światy, rządzone przez ciemną stronę Mocy. Na ogół przebywa w 4 wymiarze, lecz potrafi zmaterializować się również w 3 i funkcjonować nawet w warunkach nieznośnych dla światła. Można sobie wyobrazić jak cennym kąskiem jest dla demonów, które przejmując go znalazłyby drogę w światy wyższe, wprost do serca Króla...
Istoty pozostały, gdyż towarzyszą kSIĘŻNICZCE (czasem mówi się w snach o Królewnie). Jest to ukochana córka Króla Południa ze znaku Byka, do którego należy ogromna flotylla statków, ciągnących przez naszą Galaktykę. Księżniczka postanowiła zostać na Ziemi w momencie, gdy podobne im wszystkim istoty musiały z jakichś względów (być może przesunięć kosmicznych) szybko ją opuścić. Była to jej własna i nieodwołalna decyzja, narażająca ją na śmierć, lub na coś jeszcze gorszego... Póki żyła jednak było pewne, że Ziemia nie zostanie zniszczona przez kosmiczną armię wojującą z ciemnością, która przejęła naszą planetę... Towarzysze, którzy z nią pozostali, królewscy strażnicy, postanowili ją chronić, aż do czasu powrotu Króla, który miał wypaść za kilka tysięcy lat.
Jakkolwiek w historiach o Graalu nie ma takiej kobiecej postaci (prócz Ginewry i Morgany, które jednak nie pasują do roli), to przecież znawcy Genesis przypisują tajemniczą rolę Sarze, żonie Abrahama oraz Asenat, żonie Józefa, córce egipskiego kapłana Potifara. Kasjopejanie podkreślają niezwykłość tej - według nich - jednej postaci, tożsamej także z Heleną grecką, o którą poszła wojna o Troję. Jej ważność wynikła z wyjątkowych cech genetycznych, które posiadała, a różnorodność ukazywania się w czasie daje wytłumaczyć 4-wymiarowością albo ciągłością tożsamości i pamięci...

Tak, Księżniczka miała w sobie coś wyjątkowego, to coś jest związane z jej krwią. W moich snach musiała pić krew zwierząt, aby utrzymać się przy życiu, było to coś w rodzaju porfirii (choroby genetycznej trapiącej przedstawicieli starych rodów, wiążącej się także z nadwrażliwością na światło). Ona, jak i tajemnica pojazdu oraz istot, które w niej mieszkały była utrzymywana po potopie w egipskim Labiryncie. Zresztą pojazd w specyficzny sposób istnieje poza czasem, może jednak ukazywać się tym, którzy znają do niego ścieżkę. Nie wiem, czy chodzi o jakiś obrzęd, rytuał, czy konkretne miejsce oraz czas jego wykonania, ale wydaje mi się to logiczne i możliwe.
Drogę do serca Labiryntu odnalazł młody chłopiec, sługa kapłanów, prawdopodobnie żydowskiego pochodzenia (można by go nazwać umownie "Józefem"), który odkrył w podziemiach ogromną salę z basenami, w których kąpały się... dinozaury, dokarmiane przez pilnujących je jasnowłosych ludzi krwią i mięsem ofiar, składanych im przez egipskich wyznawców świętego krokodyla oraz... żydowskich kapłanów, którzy wtedy przebywali w Egipcie i pełnili ważne funkcje. Chłopiec, wtajemniczony przez Rudzielca (tu przypomnę, że rudy był np. król Dawid, rudy kolor włosów to także oznaka zmieszania krwi dwóch ras, północnej i południowej, a w opowieści o Graalu to Merlin był dzieckiem diabła i czystej dziewicy, czyli jednoczył w sobie żywe sprzeczności) narodził się (w sensie zmaterializował przeszedłszy świadomie przez czas i przestrzeń) w VI wieku w Anglii, jako król Artur. On przekazał wiedzę wybranym ludziom, którzy poznali i mieli odtąd strzec dojścia do pojazdu, a sam został Wielkim Mistrzem zakonu, obiecując, że pojawi się na koniec jako zwycięzca. Tak naprawdę wiedział od Rudzielca, że już nim został w momencie odnalezienia drogi do centrum Labiryntu i odkrycia jego tajemnicy, co do tamtej pory nie udało się żadnemu człowiekowi, a gwarantowało utrzymanie cech 4wymiarowych w trakcie trwania ery ciemności. Każdy z wtajemniczonych przez niego "rycerzy okrągłego stołu" poznał jakiś fragment wiedzy (mapy, planu, kalendarza), która miała odtąd zacząć funkcjonować w czasie i spróbować przetrwać okres średniowiecznego mroku.
Niestety, ślad w ślad za nim podążał pewien stary człowiek, który zabłąkał się w Labiryncie, lecz uporem swoim zdołał zgromadzić znaczną energię i popleczników, na bazie kultów szamańskich...

Tajemnicę posiedli templariusze i rozrzucili puzzle w ściśle wyznaczonych i znanych sobie miejscach Europy, gdzie mieli swoje komandorie. Śnią mi się trzy rzeki posiadające delty, trzy wieże (baszty) zbudowane przy nich, tworzące na mapie trójkąt. W niektórych kościołach umieszczono symbole naprowadzające na następne miejsce, to rodzaj przestrzennego labiryntu, który poszukiwacz Graala musiałby przejść od miejsca do miejsca, aby rozplątać węzeł. Jedna z tych wież, na którą jest wskazówka w pewnym nadmorskim kościele stała jeszcze w połowie XI wieku na brzegu morskim, który w tej chwili zamienił się w jezioro klifowe, ruiny są tam do dzisiaj. Prowadziła do niej droga wywiedziona z kościoła zbudowanego na zamieszkanym półwyspie w kształcie krótkiej maczugi o nazwie zaczynającej się na I (Inuen?), brzmiącej w tamtych stronach obco. Kościół, wraz z całym półwyspem został wkrótce zalany przez morze, w tym miejscu jest jednak o wiele płycej, a fundamenty budowli istnieją do dzisiaj na dnie morskim. Wieżę z białego kamienia nazywano Strażnicą.
Dojście do pojazdu zostało w ostatniej chwili przeniesione i droga zmieniona.
Towarzysze Księżniczki, ukazujący się wtajemniczonym stworzyli pewien system, który miał wytwarzać podwyższony poziom energii, wydzielanej przez grupy ludzkie w czasie zbiorowych przeżyć religijnych. Energia ta była niezbędna do podtrzymywania życia Księżniczki i funkcjonowania pojazdu. Emocja miłości powiązana z zaakceptowanym cierpieniem wiązała ze sobą sprzeczne cechy (światło i ciemność), skierowując je w ekstazie w górę i uruchamiając Boską Moc. Być może wykorzystywano do jej utworzenia ślub czystości.
Z czasem jednak pokarmu/paliwa zaczęło brakować. Droga została ukryta, wtajemniczeni w nią ścigani i okrutnie zabijani. Wzrósł strach, a także niepewność, generowana przez kontr-poszukiwaczy, którym również zależy na przejęciu pojazdu, Stopniowo tajemne święte obrządki, takie jak ryt szkocki zostały w dużej mierze przeinaczone i przejęte.
Narastające niebezpieczeństwo utraty pojazdu na rzecz ciemnej strony zmusiło 3 najbliższych towarzyszy Księżniczki do inkarnowania w ludzkich ciałach. Każdy z nich ma według przedsięwziętego planu 3 życia. Ogromnym problemem dla nich i dla powodzenia całej sprawy jest utrata pamięci po narodzinach.
Powtarza się przepowiednia w snach: Kiedy trzech, pochodzących z rodzin o starych korzeniach związanych z Wężem, spotka się i rozpozna, a każdy w swojej dziedzinie odgadnie ważną zagadkę przeszłości, umierają, a gdy stanie się to po raz trzeci, narodzi się diabeł.